Baltimore zorganizowało przyjęcie na cześć George’a Hermana Roota Jr. jeszcze zanim opuścił on miasto. To był weekend, w którym pakował walizki i wyjeżdżał do drużyny Baltimore Orioles w Północnej Karolinie. Miasto nie tylko było gospodarzem. Krzyknął.
A potem niebo się otworzyło.
Od niedzieli do poniedziałku na ulice spadła stopa śniegu. Wiatr zrywał dachy z domów. Zawaliła się spiczasta dzwonnica kościoła. To była najgorsza burza zimowa od dwudziestu pięciu lat. Można by pomyśleć, że dziecko zostanie w domu. Ale myliłbyś się.
Nawet apokalipsa nie była w stanie zatrzymać młodego miotacza. W poniedziałek dotarł do hotelu Keenan.
Pociąg, który złamał mu ramię
Pociąg do Fayetteville odjechał punktualnie tego wieczoru. Root był jednym z kilkunastu pasażerów. Zespół składał się z nowicjuszy i weteranów, którzy liczyli na sukces. Był tam Bill Morrissette. Był miotaczem przegrywającym w meczu pomiędzy St. Mary’s a St. Joseph’s. Na pokładzie pojawił się także Allen Russell, inny facet z Baltimore. A potem był Klingelhöfer. Lewak miał idealny baseballowy przydomek: „Smoke”.
George nigdy wcześniej nie podróżował pociągiem.
Wpatrywał się w przypominające hamak urządzenie zwisające z sufitu jego pryczy. Starsi ludzie wiedzieli, że służył do przechowywania ubrań. Babe nie miał o tym pojęcia. Jeden z weteranów powiedział mu, że jest to specjalne urządzenie do opierania rąk miotaczy. Ruth próbował zasnąć, trzymając lewą rękę na temblaku. Obudził się ze sztywnym ramieniem, które bolało go przez kilka dni.
To nie miało znaczenia. Pogoda w Fayetteville nie była lepsza niż w Baltimore. Było zimno. Deszczowy. Jest wietrznie. Ziemia zamieniła się w bagno. Przez cały tydzień nie mogli trenować na boisku.
Udali się więc do miejscowej zbrojowni. Rzucali piłkami. Grali w tenisa stołowego (piłka ręczna).
Ruth była chętna do zabawy. Nie nudził się. Był wolny. Nie było już żadnego nadzoru ze strony braci mnichów. Uwielbiał hotelową windę. Błagał operatora, aby nauczył go, jak go obsługiwać. Jeździł nim godzinami w górę i w dół.
Któregoś dnia jego głowa utknęła w drzwiach. Przez przypadek włączył silnik. Kabina gwałtownie się podniosła. Jego koledzy z drużyny krzyczeli w panice. Uratowali go przed potencjalnym ścięciem.
Każdego ranka wstawał wcześnie. Udał się do kolejowych stacji rozrządowych. O piątej rano patrzył na przejeżdżającą lokomotywę. Potem pospiesznie skierował się do hotelowej kuchni. Był pierwszy w kolejce po śniadanie. Podpisał swoje posiłki. Zapłacił za nie klub baseballowy.
Jego apetyt stał się przedmiotem żartów wśród towarzyszy. Ale te żarty były zwiastunem czegoś więcej.
Pochodzenie pseudonimu „Babe”
Nowicjusze byli zastraszani. To było okrutne. Weterani dokuczali zielonym graczom za byle co. Albo w ogóle za nic.
Orioles nie byli młodym zespołem. Sześciu zawodników znajdujących się w składzie grało już w Major League Baseball (MLB). Pięciu innych miało ponad trzydzieści lat. To byli starzy profesjonaliści. Rut była dzieckiem.
Weterani naśmiewali się z niego bezlitośnie. Jego ogromny apetyt ich zachwycił. Poczynili mądre uwagi. Obrzucali go obraźliwymi wyzwiskami.
Wtedy interweniował trener. Kazał weteranom przestać.
„To jedno z dzieci Jacka Dunna” – powiedział trener.
Przesłanie było jasne. Szef myślał, że jest wyjątkowy. Weterani podjęli to określenie. Tak narodził się legendarny pseudonim.
Zmarł George Root. Urodziło się Babe.
Ten pseudonim nie był wyjątkowy. William „Babe” Borton był pierwszym bazowym w Major League Baseball. Charles „Babe” Adams był jednym z najlepszych miotaczy w National League. Danig i Town również nosili ten przydomek.
Ale to pasowało Ruth. Nikt inny nie mógłby tego nosić. Był duży. Miał dziecięcą ciekawość. Jego apetyty były ogromne. Jego miłość do życia była świeża i niewinna. Stał się „Babe” w sposób, w jaki nikt inny nigdy się nie stał.
Pierwszy profesjonalny home run
7 marca pogoda się zmieniła. W obozie Orioles było siedemnastu mężczyzn. Brakowało im zawodników. Sprowadzili dziennikarza sportowego Rogera Pippena. Pippen miał być współlokatorem i obrońcą Ruth. Teraz grał na środku pola.
W końcu rozegrali mecz.
Root, ochrzczony już nowym imieniem, grał dla Buzzards przeciwko Sparrows. Był rozgrywającym i miotaczem.
W trzech uderzeniach miał dwa trafienia.
Udało mu się zdobyć home run.
To było monumentalne. Był to rodzaj hitu, który od stuleci powtarza się w barach i parkach. Fani Fayetteville nazwali to „najdłuższym hitem, jaki fani Fayetteville kiedykolwiek widzieli”. Poprzednim rekordzistą był Jim Thorpe.
Piłka wpadła głęboko w prawy środek boiska na terenie Cape Fear Fairgrounds. Bill Morrissette, który grał na prawym skrzydle, nie miał nawet czasu podnieść piłki, zanim Ruth przekroczył bazę gospodarzy.
Pippen zmierzył odległość. Trzysta pięćdziesiąt stóp.
Zaledwie tydzień po rozpoczęciu profesjonalnej gry w baseball gracze porównywali zamach Rutha z zamachem Joe Jacksona. Ruth nigdy nie widziała grającego Crazy Joe. Nie znał go. Ale mechanika ataku mówiła sama za siebie.
Następnego dnia „Baltimore Sun” zamieścił dwukolumnowy nagłówek: „Home Run Ruth jest cechą charakterystyczną meczu”.
Trzydzieści osiem lat później człowiek, który był chłopcem-nietoperzem w tym meczu, przekonał Fayetteville do wzniesienia pomnika. Upamiętnia pierwszy profesjonalny home run Babe Rutha. Tereny targowe już dawno zniknęły. Znak pozostaje.
Podczas kolejnych meczów wewnątrz drużyny Ruth trafiała codziennie na pierwsze strony gazet. Imponująco uderzał pałkarzami. Świetnie zagrał na pozycji rezerwowego. Nawet wyciągnął piłkę z buntu, aby uderzyć.
Artykuł w „The Sun” z 14 marca omawiał dzbany Orioles. Było napisane, co następuje:
Dlaczego właściciel Baltimore postawił na Babe Ruth
Właściciel Baltimore, Frank „Brother” Dunn, nie tylko podziwiał Babe Roots. Zobaczył coś zupełnie innego. Zanim obóz przygotowawczy dobiegł końca, Dunn już podjął decyzję. Ten facet nie przyszedł walczyć o miejsce w składzie. Trafił do podstawowego składu.
„Bracie, ten Ruth to najwspanialszy młody baseballista, jaki kiedykolwiek przyjechał na obóz przygotowawczy”.
Porównanie, którego użył Dunn, nie było tylko szumem. Powiedział, że Ruth jest skazana na stanie się jak Rube Waddell. Na papierze podobieństwo miało sens. Obaj byli gigantami na boisku, posiadającymi surowy, elektryzujący talent. Jednak kariera Waddella stała się przestrogą dotyczącą marnowania talentów z powodu braku kontroli. Dunn znał ryzyko. Wiedział też, że Root ma wolę przetrwania w tych warunkach. Wyniki udowodniły, że Dunn miał rację w sposób, w jaki Waddell nigdy nie mógł.
Dwa dni później Baltimore Sun opublikował nagłówek, który ugruntował narrację: „Dunne chwali Root: Jack deklaruje, że jest najbardziej obiecującym debiutantem, jakiego kiedykolwiek miał”.
Dunn nie powstrzymywał się. Nazwał Ruth „wielorybem z kijem baseballowym”. Podkreślił, że część trafień, które Ruth rzucała na treningach, mogła przelecieć nad prawym polem w Orioles Park. To nie był domysł. To była projekcja mocy, która była sprzeczna z tym, jak powinien wyglądać pałkarz w tamtych czasach.
„Niektóre z trafień, które trafia na treningach, mogą wypaść niecelnie w Orioles Park”.
Pomyśl o osi czasu. Minęło dokładnie czternaście dni, odkąd Ruth wysiadła z pociągu w Baltimore. Był profesjonalistą. Został przygotowany na legendę, zanim jeszcze zagrał w klubie w choćby jednej rundzie.
Pogoda się pogorszyła. Rutynowe treningi w końcu nabrały tempa. Pytania zmieniły się z „czy” na „jak”. Ile Babe naprawdę musiał się nauczyć? Odpowiedzi nadeszły szybko i miały zmienić grę.

























